wtorek, 20 stycznia 2015

"Hopeless" Collen Hoover

Witajcie! 

Dzisiaj przychodzę do Was z książką o niebanalnej nazwie "Hopeless" co w wolnym tłumaczeniu oznacza coś/kogoś bez nadziei. 

Chciałabym również zaznaczyć, że jest to od początku do końca moja opinia, nikt nie miał na nią wpływu i możecie się nie zgadzać :) 

"Hopeless" jest jedną z tych książek, które intrygują opisem: on nie jest tym za kogo ona go miała, on ma złą reputację, ona skrywa sekret. Od początku budowana jest wokół książki aura tajemniczości i pewnego rodzaju mroku, mimo, że w prawdzie nie jest anu trochę mroczna. 

Poznajemy Sky.
Poznajemy Deana. 

Na początku wydaję się, że wiemy jak się wszystko potoczy i co się dalej będzie działo, lecz ku mojemu zaskoczeniu tak nie jest. Książka nie podąża wytyczonym schematem: autorka zrobiła swój własny i przeplotła przeszłość z teraźniejszością i pokazała nam życie dwóch bohaterów, kartka po kartce zagłębiając nas w ich tragedie. 

Bardzo fajny, dobrze wykonany pomysł. Jednakże zabrakło mi w niej czegoś.. 
Sky jest bohaterką bardzo prostą (moim zdaniem) potrzebuje miłości, czułości, jest odrobinę za słodka, podczas gdy Dean w moich oczach jest lekko sztuczny i przerysowany. Być może duży wpływ na ta opinie miała sama historia opisana w "Hopeless" lecz moim zdaniem autorka mogła spokojnie wykreować odrobinę bardziej "prawdziwych" bohaterów. 

Jednakowoż całość prezentuje się naprawdę dobrze: podobała mi się, choć zabrakło mi w niej czegoś, jakby iskry dzięki której mogłabym powiedzieć: "WOW, ta książka jest niesamowita". 

Reasumując: "Hopeless" jest historią, która chwyta momentami za serce, pokazuje jak bardzo życie jednego człowieka różni się od drugiego, jak sekwencja zdarzeń wpływa na nas: pokazuje czysto życiowe wydarzenia w dość niecodzienny sposób, aczkolwiek nie zachwyciła mnie. Wiele osób porównuje ją do "Morza Spokoju" Katji Millay, mówiąc, że myśleli że nic lepszego nikt nie napiszę niż to. Moim zdaniem, Katji Millay wykonała świetną robotę i jej książka przekonała mnie dużo bardziej do siebie niż "Hopeless". Dlaczego? Być może dlatego, że tam słodycz nie przelewała się tak bardzo jak tutaj: owszem nie było jej aż tak dużo, ale na mój gust i tak za wiele. W związku z powyższym uważam, iż jeśli lubicie romantyczne historie, miłość i odrobinkę dreszczyku emocji "Hopeless" jest dla Was, jeśli natomiast wolicie cos bardziej przyziemnego "Morze Spokoju" oczekuje z otwartymi ramionami. 


"Hopeless" 7/10
-M


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz