niedziela, 19 lipca 2015

"Kiedy byłem dziełem sztuki" Eric-Emmanuel Schmitt: opowieść o braku akceptacji, złych decyzjach i mądrych wnioskach

Cześć! 

 

Każdy z nas czasami ma gorszy dzień, w który nie docenia otaczającego go świata,gdy nawet najmniejszy drobiazg potrafi wyprowadzić nas z równowagi. To jest błąd, powinniśmy doceniać wszystko: wschód słońca, każdy oddech, każdy ruch ręką, nogą, palcem, głową. Powinniśmy być wdzięczni, że jesteśmy sobą, człowiekiem myślącym, żyjącym i szczęśliwym bardziej lub mniej. 

"Kiedy byłem dziełem sztuki" opowiada historię 20-to letniego chłopaka, który zagubił się w swoim życiu: świat go nie cieszy, czuję się pusty i niepotrzebny, co doprowadza go do chęci popełnienia samobójstwa. Będąc już na skraju, prawie skacząc i odbierając sobie życie, pewnie mężczyzna, powstrzymuję go, mówiąc, że w 24 godziny sprawi, że znów będzie chciał żyć. Jak się potem okazuje, lepiej było umrzeć niż zawierać taką umowę. Mężczyzna odbiera mu wszystko czego nie doceniał a w zamian dostaję coś czego pragnął, lecz jednocześnie zaczyna rozumieć swój błąd. Czy nie jest za późno by walczyć o siebie i swoje prawa? 

Książkę podarowała mi koleżanka na 18 urodziny. Co prawda minęło już sporo czasu, ale przyznam szczerze, że zapomniałam o niej i zostawiłam ja z boku z myślą, że kiedys do niej wrócę. 

Dziś ją zaczęłam i dziś ją skończyłam. Być może jest to przez jej objętość: książka liczy sobie zaledwie ok. 260 stron, lub przez dogodny język, niby lekki i prosty ale mimo wszystko czuć wyrafinowanie i smak ukryty między wierszami. 

Gdybym miała tak w skrócie zinterpretować książkę powiedziałabym tak:
 Nie zmieniajcie się. Bądźcie sobą. Od zawsze to powtarzam: bycie sobą, prawdziwym sobą, jest najlepszą i najważniejsza wartością człowieka. Nie gońcie ślepo za modą, nie róbcie czegoś wbrew sobie i nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorsi/ gorsze bo nie jesteście tak samo ładne, umalowane czy szczupłe. Doceniajmy małe rzeczy: rodziców, otaczający nas świat, nawet jeśli jest to Warszawa o godzinie 8 rano, zatłoczona i zakorkowana do granic możliwości. Doceniajmy nasze życie, bo nie każdy ma tyle szczęścia.

"Kiedy byłem dziełem sztuki" to niezwykle kontrowersyjna książka. Opowiada ona historię, którą każdy z nas może interpretować po swojemu: dla jednych będzie do walka o prawa człowieka, dla innych, podobnie jak dla mnie, przesłanie by docenić to co mamy i nie zmieniać się tylko dlatego, że nie jesteśmy tacy sami jak inni. 
Autor napisał bardzo dobrą, emocjonalną książkę, pełną wartości, sztuki i głębszego przesłania, która powinna spodobać się fanom literatury odrobinę poważniejszej, lecz jak juz wspomniałam nadal lekkiej i przyjemnej. W niektórych momentach jednak miałam wrażenie, że pewne opisy były zbędne, ale ogólnie nie przeszkadzało to bardzo w odbiorze. Mimo wszystko polecam!


"Kiedy byłem dziełem sztuki" 
7/10


 

13 komentarzy:

  1. Nie mam ochoty na tą książkę. Filozoficzne rozważanie na temat doceniania życia pozostawię innym, ponieważ ja staram się być sobą zawsze i bawić się w życiu jak najlepiej ☻ A mody i tak nie rozumiem - każdy powtarza, że jestem bardziej indywidualistką i prawie nigdy nie robię niczego, bo robią to inni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. I bardzo dobrze, choć życie indywidualisty nie zawsze jest łatwe, ale opłacalne :)

      Usuń
  2. Czytałam parę ładnych lat temu :) Książka, podobnie jak inne dzieła Schmitta, robi duże wrażenie. Przede wszystkim pozwala spojrzeć na siebie z trochę innej perspektywy. Moim zdaniem autor znalazł fajny sposób na pokazanie, że są w życiu sprawy ważne i ważniejsze :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę w końcu poznać tego Schmitta. Tym bardziej, że jak mówisz można interpretować jego książki w różny sposób. To musi być kawałek mądrej prozy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Moim zdaniem książka jest bardzo dobrze przemyślana by interpretować ją w dowolny dla każdego sposób. Myślę ze każdy z nas znalazłby w niej coś innego bardziej osobistego :)

      Usuń
  4. Z chęcią sięgnęłabym po tę lekturę. Zawsze są one nostalgiczne, dające do myślenia o życiu, śmierci, przemijaniu i o tym co w życiu się bardziej liczy a co mniej. Zawsze zmuszają do chwili refleksji i zastanowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie przeczytałbym tą książkę, ale pewnie po nią nie sięgnę. Jakbym dostał na urodziny, jak Ty, to na pewno bym się z nią zapoznał, ale tak to raczej nie. Głównie z lenistwa - książki nad którymi trzeba pomyśleć to jednak wyzwanie (nie że jestem głupi czy coś, po prostu leniwy xd) Pozdrawiam!
    indywidualnyobserwator.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, gdybym jej nie dostała to także raczej z własnej woli bym po nią nie sięgnęła. Rozumiem, czasami fajnie jest być leniwym. A czasami nie ma się czasu na lenistwo :(

      Usuń
  6. Znam wiele książek Smitha, ale tej jeszcze nie. Muszę nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś przeczytam. Książki Schmitta przypadają mi do gustu, mam dobre przeczucia także do tej pozycji ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo sobie cenię twórczość E.E. Schmitta i uwielbiam jego dzieła, ta książka od niedawna jest i na mojej półce i niebawem po nią sięgnę :) Cieszę, że ostatecznie doceniłaś te publikację, niebawem przeczytam i sama się przekonam, czy kolejna książka autora również mnie zachwyci :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo sobie cenię twórczość E.E. Schmitta i uwielbiam jego dzieła, ta książka od niedawna jest i na mojej półce i niebawem po nią sięgnę :) Cieszę, że ostatecznie doceniłaś te publikację, niebawem przeczytam i sama się przekonam, czy kolejna książka autora również mnie zachwyci :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń