czwartek, 31 grudnia 2015

Podsumowanie Roku 2015: personalnie, literacko i filmowo.

Witajcie w ostatnim dniu tego roku! 

Jest tyle rzeczy które się wydarzyły, za które jestem wdzięczna i szczęśliwa, że miałam okazję je zrobić. Przede wszystkim w tym roku postanowiłam zaryzykować i zacząć spełniać swoje marzenia o czym możecie przeczytać w poście: Wycieczka za ocean, czyli American Dream: CZ. 1 REKRUTACJA I PROGRAM
Otrzymałam od was niesamowicie pozytywne komentarze, zagrzewajace i pokrzepiające za co naprawdę dziekuje. Na początku nie chciałam się tym dzielić na blogu, z prostej przyczyny: nie jest to jego tematyka. Po jakimś czasie jednak zrozumiałam, że być może ktoś z Was, czytających, ma podobne plany lub nie wie co i jak. Jeśli mam okazję się podzielić swoją wiedzą i doświadczeniem, oczywiście musialam to zrobić. 

Jak wspomniałam, ten rok był długi ale owocny: udało mi się spełnić parę malutkich marzen jak np: spanie na plaży czy krótkie, objazdowe wakacje PolskimBusem. Otaczają mnie ludzie na których mogę liczyć w mniejszym lub większym stopniu, ale mimo wszystko, jestem zadowolona z tego co mam. Mam nadzieję, że w następnym roku stanie się jeszcze wiecej świetnych rzeczy, jeszcze więcej marzen uda się spełnić i np: wydać planowaną książkę :) 

Teraz gdy już sobie pogadałam o sobie, tak bardzo skromnie :P Chciałam przejśc do najlepszych książek przeczytanych w tym roku: 



I filmy: 


Oprócz perełek zdarzyły się też książki i filmy, które zupełnie nie przypadły mi do gustu. Pamietajcie jednak, że jest to czysto subiektywne spojrzenie: to że mi się coś nie podoba, nie znaczy że jest złe :) 

Najgorsze książki przeczytane w 2015: 


Najgorsze filmy, obejrzane w 2015:



Tak wygląda moje podsumowanie roku. Przeczytałam MEGA dużo, świetnych książek, obejrzałam dużo klasyków kina (zaległych oczywiście) a drugie tyle jeszcze przede mną. 

Życzę Wam szczęśliwego Nowego Roku i dużo dużo dużo owocnej pracy w następnym!!

 Do zobaczenia za rok! 

wtorek, 29 grudnia 2015

AKCJA POCZYTALNI!

"Akcja Poczytalni to sposób by poznać nowe osoby które interesują się czytaniem książek i wszystkimi tematami okołoksiążkowymi. I choć wszystko ma podłoże książkowe, to liczą się też wsze inne zainteresowania i pasje. 

Wiele razy bowiem spotkałam się z tym, jak autorzy blogów piszą, iż wśród swoich znajomych nie mają osób zainteresowanych literaturą. Czas to zmienić! Może znajdzie się osoba, która okaże się naszą bratnią duszą? A może mieszka niedaleko nas ktoś kto również prowadzi bloga/ vloga książkowego? Warto byłoby się spotkać i poznać prawda? 

Oczywiście całość skierowana jest nie tylko do osób działających w internecie, ale także do odbiorców tych treści. 

Cała akcja trwa od teraz aż do odwołania, gdyż sam jej cel nie zawiera się w określonych ramach czasowych. Sam udział nie wymaga od was wiele. Napisanie kilku słów o sobie, śledzenie nowych wpisów, to wszystko. ".

Tak swój (świetny) pomysł opisała Diana, z bloga Zakładka. Oczywiście ja przyłączam się do akcji, zawsze lubiłam rozmawiać z ludźmi o podobnych zainteresowaniach albo nawet przeciwnych. Dyskusja jak najbardziej wskazana :D 

Ze swojej strony chciałabym zaprosić wszystkich chętnych do przyłączenia się do akcji: link do Facebooka


Film: "Knock Knock"

O filmie słyszałam słabe opinię, jednak nie mogłam uwierzyć, że tak świetny aktor jak Keanu Reeves mógłby zagrać w czymś takim. Jednak, przekonałam się, że wszystko jest możliwe. 

Film opowiada do architekcie, którego rodzina wyjeżdża pewnego dnia na weekend nad morze. On jednak zostaję w domu, gdzie musi pracować nad projektem. Gdy zrywa się straszliwa burza a deszcz zalewa ulice, rozlega się pukanie do drzwi. W progu widzi on dwie, młode i całkowicie przemoczone dziewczyny, które proszą o skorzystanie z jego komputera. Mężczyzna na początku waha się czy powinien je wpuścić, ale jednak postanawia im pomóc. Dziewczyny starają się go uwieść od samego początku, chociaż Evan je odtrąca, po jakimś czasie się łamie, i spędza z nimi upojną noc. Młode "piękności" postanawiają zamienić jego mieszkanie w pobojowisko a życie w koszmar. 

Ciężko mi nawet napisać cokolwiek o tym filmie.. Z opisu wynika, że nie będzie on jakimś dziełem sztuki, ale nie sądziłam, że będzie aż tak źle. 

Szanuje każdego z aktorów, którzy wystapili w tym filmie. W gruncie rzeczy zawinił scenariusz, którego potencjał został totalnie zawalony. Zmieniając parę rzeczy, można by stworzyć naprawdę niezły film, z fabułą i przesłaniem. To co otrzymaliśmy w zamian to zlepek słabych scen, rozpierdziel pięknego domu z dzielami sztuki i architekta, który nie potrafi poradzić sobie z dwoma kobietami. 

Reasumując: "Knock Knock" jest rzeczywiście tak zły jak mówią o nim ludzie. Ocena na filmwebie 4,4 i tak jest zbyt wysoka. Film nie niesie ze sobą nic: sceny są pozbawione sensu, wykreowane postacie są marne i ubogie. Reżyseria i pokazanie okolicy jest na całkiem niezłym poziomie, chociaż to nie uratowała tego okropnego filmu. Zróbcie sobie przysługę i nie oglądajcie go. Jeśli tak jak ja uwielbiacie Keanu Reevsa, polecam "Adwokata diabła" lub "Dom nad jeziorem".

"Knock, Knock" 2/10 
-M 

sobota, 26 grudnia 2015

Polecane seriale #4 "American Horror Story: Hotel"

Zapewne słyszeliście o serialu "American Horror Story". Jeśli jednak nie, jest to serial grozy, który opowiada określoną historię (każdy sezon  jest o czymś innym, nie zależą od siebie, jedyne co ich łączy to Ci sami aktorzy) Dziś chciałam Wam polecić sezon 5: Hotel. 

Historia opowiada o dziwnych wydarzeniach w hotelu "Cortez" mieszczącym się w Los Angeles. Jego właściciel zbudował go oraz urządził w wyjątkowy sposób. Jednak to, czego ludzie nie wiedzą, to sieć tajemniczych korytarzy, pokoi i pomieszczeń, które zostały zaprojektowane specjalnie na prośbę właściciela. Służyły one do m.in pozbywania się zwłok i ukrywania rzeczy, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Słynął on bowiem z wysublimowanego hobby: mordowania. Pewnego dnia, detektyw Lowe, prowadzący śledzctwo brutalnych morderstw, zatrzymuje się w Cortezie co prowadzi do jego powolnego zatracania się w świecie rzeczy, które trudno wytłumaczyć. Hotel ten jak się okazuje ma w sobie tajemniczą moc przetrzymywania dusz, które nie mają skończonych spraw na ziemi. 



O "Hotelu.." mogłabym rozprawiać godzinami. Jest to serial ,który wzbudza we mnie setkę o ile nie milion uczuć. W jednej chwili jestem przestraszona a w drugiej zaintrygowana. Scenarzyści wraz z rezyserem i twórcą stworzyli niesamowicie klimatyczny sezon, pełen niedopowiedzeń i tajemnic. Widz na każdym kroku zastanawia się o co chodzii i kto za tym wszystkim stoi. 

Nie jest to jednak serial dla ludzi o słabych nerwach: zawiera on dużo scen erotycznych oraz krwawych. Jeśli nie lubicie widoku krwi, lub sie go brzydzicie, nie polecałabym Wam zaczynania "AHS: Hotel". Możecie po prostu nie wytrzymać i zrazić się po paru minutach. 

Z innej znów strony przedstawia on bardzo ciekawą historię, nie do końca wyjaśnioną. Wiemy, że w hotelu przebywa setka duchów oraz wampirów, przedstawionych trochę inaczej niż zazwyczaj. Wątek ten przeplata się z wątkiem detektywistycznym i kryminalnym. 

Ciekawostką jest, że "Hotel.." jest inspirowany prawdziwym hotelem "Cecil" mieszczącym się również w Los Angeles. Jego zła sława zawdzięczana jest niewyjaśnionym morderstwom i samobójstwom popełnianych przez gości. W przeszłości zatrzymywali się tam również seryjni mordercy. Od tej pory w internecie krąży dużo "pierwszych wrażeń" po pobycie w tym hotelu. Wielu ludzi twierdzi, że słyszeli lub widzieli coś nadprzyrodzonego. 

Reasumując: "American Horror Story: Hotel" jest zdecydowanie bardzo kontrowersyjnym serialem, pełnym brutalnych, krwawych scen zakrapianych erotyzmem na każdym kroku. Gdy przebijemy się przez to, można bardzo łatwo ujrzeć potencjał całej produkcji: muzyka która idealnie wpasowuje się w scenę, ruch kamery, wskazujący, że coś jest na rzeczy oraz świetna gra aktorska, tak wiarygodna, że czasami mam problem z uwierzeniem, że to wszytko jest w scenariuszu

Polecam! 

"American Horror Story: Hotel" 9/10
-M

wtorek, 22 grudnia 2015

WESOŁYCH ŚWIĄT!


Oby prezenty przypadły Wam do gustu, a Mikołaj dał Wam dokładnie to, o czym marzycie. Życzę także wszystkim moim czytelnikom oraz molom książkowym kolejnego zaczytanego, świetnego roku, który otworzy nowe możliwości przed Wami. Podróżujcie, zwiedzajcie świat, spełniajcie marzenia, czytajcie, piszcie, dzielcie się wrażeniami i nie zapominajcie o innych ludziach! 

Wesołych Świąt! ~ Magda. 

niedziela, 20 grudnia 2015

"Mam twój telefon" Sophie Kinsella: lekka lektura na jeden wieczór

Czasami każdy z nas potrzebuje krótkiej książki z happy endem na rozweselenie i pozbycie się negatywnych uczuć z siebie. Tym właśnie była dla mnie "Mam twój telefon" Sophie Kinselli. 

Poppy Wyatt, pewnego dnia, na swoim wieczorze panieńskim gubi bardzo drogi (a w dodatku pamiątkowy) pierścionek zaręczynowy, który dostała od swojego idealnie przyszłego męża, Marcusa. W dodatku ktoś kradnie jej telefon, co doprowadzą ją do szału. Na szczęście dziewczyna znajduję telefon w koszu na śmieci. Wyznając zasadę "znalezione nie kradziona" Poppy zabiera telefon ze sobą i podaję nowy numer obsłudze hotelowej, w razie gdyby znaleźli pierścionek. Jak się potem okazuje, telefon jest własnością dużej firmy, a dokładnie asystentki szefa, Sama Roxtona, która zarządzała każdym dniem mężczyzny. Poppy, zmuszona jest do przesyłania mu codziennej korespondencji co w rezultacie zbliża ich do siebie. Dziewczyna zaczyna się zastanawiać nad małżeństwem, a gdy nowe fakty wychodzą na jaw, Sam jest tym, który jej pomaga. 


Jest to moje drugie podejście do twórczości Pani Sophie Kinselli i znów bardzo udane. Autorka przedstawia nam historię uroczej, cudownej i mega słodkiej Poppy oraz zdystansowanego, chłodnego i raczej opanowanego (stoickiego) szefa wielkiej korporacji, Sama. W bardzo śmieszny i charakterystyczny dla siebie sposób przedstawia ich różnicę, stopniowo budując akcje i relację między bohaterami, przez co nie są oni ani trochę przesłodzeni czy nierealni, co bardzo często zdarza się w tego rodzaju książkach. 

Autorka połączyła ze sobą romans z humorem oraz intrygą, tworząc idealną książkę na jeden czy dwa wieczory: lekką, śmieszą i niezobowiązującą do nadmiernego myślenia. W bardzo łatwy sposób śledzi się wydarzenia, a język którym operuję autorka jest bardzo przystępny i zrozumiały. Akcja może nie pędzi, ale jest obecna na prawie każdej stronie co jest ogromnym plusem.  

Reasumując: "Mam twój telefon" jest bardzo lekką i przyjemną lekturą, która wciąga i na pare godzina zabiera ze sobą w świat Poppy i Sama. Z ciekawością śledzi się losy bohaterów i wyczekuje się punktu kulminacyjnego. Jednakże, od początku wiadomo jak skończy się ta historia. Zabrakło mi zaskoczenia, ale nie można mieć wszystkie, prawda? Mimo wszystko, była to bardzo dobra lektura, przede wszystkim odprężająca i uspokajająca. Po ciężki dniu aż miło usiąść i przeczytać coś tak pozytywnego i przystępnego. 

Jeśli szukacie czegoś takiego, polecam "Mam  twój telefon" oraz inne książki Sophie Kinselli. Pisze ona bardzo dobrze, lekko a przy tym jej bohaterowie mają charakter i nie są mdli (jak się czasami zdarza w innych książka z serii: romans + humor) 

"Mam twój telefon" 7/10
-M



sobota, 19 grudnia 2015

Film: "Pulp Fiction" czyli klasyka kina od Quentina Tarantina!

Od bardzo dawna chciałam obejrzeć ten film, czaiłam się i podchodziłam do niego z dystansem. Dziś jednak się zdecydowałam i postanowiłam go obejrzeć. Podczas ponad 2 godzinnego seansu zrozumiałam jedną ważną rzecz: ten film jest czymś więcej niż filmem. On jest dziełem sztuki. 

Historia składa się z epizodów. Jeden z nich opowiada one o dwóch płatnych mordercach, którzy na zlecenie swojego szefa chcą odzyskać skradzioną mu własność. Vincent Vega (John Travolta) oraz Jules (Samuel L. Jackson) wymierzają sprawiedliwość tym, którzy mieli odwagę zadrzeć z ich szefem. W międzyczasie Marcus, (szef) zleca Vincetowi by ten zajął się jego żoną i dotrzymał jej towarzystwa, gdy jego nie będzie w mieście. W następnym epizodzie poznajemy boksera (Bruce Willis) któremu Marcus zapłacił by przegrał. Ten jednak wygrywa walkę i zmuszony jest uciekać, by przeżyć. Jak się potem okazuje, sytuacja odwraca się o 180 stopni i jego winy zostają przebaczone i zapomniane. Innym epizodem jest para kochanków, którzy razem postanawiają obrabować restaurację, ponieważ ich zdaniem, tam się nie spodziewają napadu (nie to co w bankach, gdzie są już na to gotowi) 
Na pierwszy rzut oka jest to zlepek scen, które nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego, ale nic bardziej mylnego. Mają. I to dużo. 

Cały film jest czymś zupełnie innym niż możemy się spodziewać: nie ma w nim żadnej chronologii. Przenosimy się w świat gangsterów. Nie jest to jednak świat pozbawiony humoru. Wielbiciele czarnej komedii znajdą tu coś dla siebie, jak i zarówno wielbiciele filmów sensacyjnych. 

Nie ma zasady, która określa "Pulp Fiction". Reżyser stworzył swój własny szablon którym postanowił podążać i wyszło mu to znakomicie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć co się stanie w danej chwili i jak rozwinie się akcja. 

Bohaterowie umilają nam czas błyskotliwymi dialogami, dość długimi, ale również zabawnymi i konkretnymi. Z zapartym tchem śledzimy wydarzenia i zastanawiamy się, co będzie dalej, bo wszystko nie trzyma się kupy: i to jest w tym filmie normą. 

Reasumując: "Pulp Fiction" to klasyka. Każdy słyszał tę nazwę: może przez śmieszne obrazki w internecie z Travoltą i Jacksonem, czy parodie. Jestem przekonana, że każdemu obiło się o uszy "Pulp Fiction". 

Tak jak wspomniałam wcześniej, film składa się z epizodów. Na początku nie widać w nich dużego związku ze sobą, ale wszystko nabiera sensu wraz z rozwijającymi się wydarzeniami. Quentin Tarantino wspiął się na wyżyny jeśli chodzi o ten film. Jest on niesamowicie inny przez co urzekł mnie do granic możliwości: począwszy od świetnej ścieżki dźwiękowej skończywszy na grze aktorskiej na najwyższym poziomie, film ten u mnie zasłużył na łatkę dzieła sztuki. 

Wiem również, że nie każdy się z tym może zgadzać, wiadomo, ile ludzi tyle opinii (każdy z nas lubi coś innego). Ja jednak jestem oczarowana "Pulp Fiction". Polecam Wam zapoznać się z tym jakże niecodziennym filmem i podzieleniem się swoją opinią! 

"Pulp Fiction" 10/10
-M


"Wszystkie jasne miejsca" Jennifer Niven: historia Violet i Theodora.

Bardzo dawno już nie czytałam żadnej książki. Dlaczego? Przyczyna jest prosta: czas. Wiem ,że wymówka jest dość słaba, ale gdy ledwo starcza czy sił by zrobić sobie obiad, książki schodzą na drugi bok. Pod wpływem jednej z recenzji, postanowiłam dać szanse książce: "Wszystkie jasne miejsca". Co o niej sądze? 

Historia skupia się na dwóch bohaterach: Theodorze Finch'u, chłopakowi który zawsze chodzi własnymi ścieżkami oraz Violet, popularnej, pięknej dziewczynie, której życie przestaje mieć sens po śmierci starszej siostry. Niespodziewanie tych dwoje spotyka się na wieży, gdzie obydwoje myślą nad samobojstwem. Żadne z nich go nie popełnia i od tej chwili zaczyna sie ich wspólna przygoda. Geografia, na którą razem chodzą, jest przedmiotem, który połączy ich w przyszłości i odmieni Violet wraz z Finch'em. Gdy zostają połączenie w parę przy projekcie, zbliżają się do siebie, aż w końcu stają się prawie nierozłączni i zakochuja się w sobie bez pamięci. Theodore jednak zmaga się ze swoimi demonami wierząc, że wygra. 
Czy mu się to udaję? Czy naszych bohaterów czeka "i żyli długo i szczęśliwie?" Tego Wam nie powiem. Musicie sami się przekonać, czytając "Wszystkie jasne miejsca" 

Wielokrotnie słyszałam jak ludzie porównują tę książkę do popularnych "Gwiazd naszych wina". Jednakże, zupełnie się nie zgadzam. 

Przedstawiona sytuacja w jest zupełnie inna niż w "Gwiazdach...". Opowiada o innym typie choroby, osoby i przeżyć. Możemy wejść w głowę Theodora i ujrzeć w jaki sposób postrzega on świat, co myśli i co robi. Jest to zdecydowanie smutne, obserwowanie jak bohater walczy ze sobą jednocześnie nie chcąc pomocy z zewnątrz. Równocześnie widzimy problemy Violet, która nie może poradzić sobie z odejściem swojej siostry: obydwie uczestniczyły w wypadku, ale tylko jedna z nich zginęła. Violet czuję ciężar tego zdarzenia na swoich barkach, wierzy, że to jej wina i jest za to odpowiedzialna. 

Każdy z bohaterów ma swoje wewnętrzne demony. Każdy z nich walczy ze sobą w taki lub inny sposób. Dzięki temu książka jest bardzo inspirująca i pozytywna, pomimo bardzo ciężkiego tematu poruszonego przez autorkę. Samobójstwo nie jest rozwiązaniem: trzeba spojrzeć na życie inaczej, pożyć chwilę jakby jutra miało nie być.- to przekazuję nam ta książka. 

Reasumując: "Wszystkie jasne miejsca" jest książką z gatunku Young Adult. Porusza bardzo trudny temat samobójstw oraz chorób psychicznych jak zaburzenia osobowości czy depresja. Na każdej stronie obserwujemy ludzi, którzy na pozór mają idealnie życie, lecz w środku czują się złamani, zepsuci, nic nie warci. Książka mówi nam, że nie ma nic złego w byciu innym, wyjątkowym. Nie ma nic złego w byciu "tym dziwnym". Dopóki jesteś sobą i czujesz się z tym dobrze, nie robisz nic złego. I powinienieś być z tego dumny! Z drugiej strony mówi nam, że jeśli czujesz, że coś jest nie tak, masz wahania nastroju, poproś o pomoc, nie wstydź się, nie chowaj tego w sobie, nie duś uczuć, nie zabijaj się. 

Nie sądziłam, że dostanę tak silny przekaz. Nie zostaję mi nic innego jak Wam ją polecić. Nie jest to może dzieło sztuki, ale jej przekaz oraz forma w jakiej przedstawiła sprawę autorka zasługują na docenienie. 

"Wszystkie jasne miejsca" 8/10
-M



poniedziałek, 14 grudnia 2015

Film: "Not Cool" -> przerwa świąteczna w amerykańskim stylu

Dzisiaj proponuję Wam film w troszeczkę innym stylu. Jest to film twórcy internetowego, youtubera, vlogera czy jakkolwiek go nazwać: Shane Dawsona. Osobiście czasami oglądam jego filmiki: są śmieszne a sam Shane słynny jest ze swojego niecodziennego poczucia humoru, które również zauważymy w filmie. Zainteresowani? 

Film opowiada o przerwie świątecznej przed Świętem Dziękczynienia w Stanach Zjednoczonych. Znajomi z liceum wracają do swoich domów by razem świętować. Pewnego razu Tori przez przypadek trafia na Scoota (Shane Dawson) i razem spędzaja upojną noc w samochodzie dziewczyny. Dla niej jest to tylko jednorazowa sprawa: dziewczyna wciąż pamieta jakim dupkiem był Scot w szkole średniej, dlatego nie chce mieć z nim już więcej nic wspólnego. Dla niego jednak było to coś wiecej. 

"Not cool" nie doczekał się premiery kinowej ani chyba nie został przetłumaczony na język polski. Można go obejrzeć na pośrednictwem YouTube :) 


Jeśli chodzi o moje odczucia, film nie jest zły ale też nie porywa jakoś niesamowicie. Momentami jest dość obrzydliwy. Shane znany jest ze swojego dość okropnego poczucia humoru, które zawiera wiele seksualnych podtekstów i żartów przedstawionych w filmie dobitnie. Mimo to jednak, jest to film przyjemny, niosiący ze sobą przesłanie. 

Tori w przeszłości była prześladowana przez rówieśników. Teraz jest inaczej, poszła do collage'u, żyje własnym życiem, mimo że nienawidzi większości ludzi. Scot mimo popularności w liceum, teraz jest samotny. Dziewczyna cały czas żywi mocne uczucia wobec Scota, który ją ośmieszył w przeszłosci, nie mając pojęcia przez co przechodzi. 

Reasumując: "Not Cool" nie jest filmowym ideałem, powiedziałabym że bardzo daleko mu do tego. Scenariusz jest schematyczny i wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć, ale mimo to, dla mnie był miłą odskocznią od poważnych produkcji filmowych. Jeśli lubicie się śmiać, i choć odrobinę znacie Shane z jego filmów na YT, polecam Wam się zapoznać z jego debiutem filmowym :) 

"Not Cool" 5/10
-M

niedziela, 13 grudnia 2015

Film: "Młodzi gniewni" czyli o niekonwencjonalnych metodach nauczania.

Każdy z nas na którymś etapie nauczania spotkał się z nauczycielem z prawdziwego zdarzenia: takim, któremu zależało na swoich uczniach a nie tylko na wypłacie i dobrych tematach w dzienniku na wypadek sprawdzenia. Taką nauczycielką była Pani Jonhson. 

"Młodzi gniewni" to historia oparta na faktach. Była oficer marines, pewnego dnia podejmuje pracę w szkole. Na początku nie wie, że została przydzielona do klasy, gdzie uczniowie w większości są czarnoskórzy i trudni. Pani Johnson musi poradzić sobie z ich obelgami, wyzwiskami i wybrykami. Po jakimś czasie jednak kobieta znajduje sposób by przykuć ich uwagę, zaczyna uczyć ich karate, opowiada o swoich czasach w marines i zaczyna zapoznawać ich ze światem poezji. Uczniowie coraz bardziej otwierają się i zdradzają nauczycielce swoje problemy: mówią, jak żyję się w ich dzielnicach, jak śmierć jest na porządku dziennym i jak sobie z tym radzą. Po jakimś czasie, Johnson zżywa sie ze swoimi uczniami i pomaga im jak może. 



Film jest naprawdę bardzo dobry i pokazuję jak wygląda życie ludzi, którzy często są nazywani "marginesem społecznym". Tak naprawdę są to ludzie, którzy nie wybrali tego, w jakim społeczeństwie żyją czy się wychowują. Bieda, narkotyki, bron to wszystko to ich codzienność i nie trudno się domyśleć, że w szkole też nie zachowują się najlepiej. 

Pani Johnson stara się podjeść do nich zupełnie inaczej. Łamie zasady szkoły i uczy po swojemu, bo widzi, że ten sposób przemawia do trudnych dzieciaków. Walczy o nich, kłóci się z dyrektorem i stawia na swoim, byleby wyszło na dobre dla nich. 

Reasumując: "Młodzi gniewni" to film o ludziach z bardzo trudną sytuacją i wielką historią. Tak naprawdę są oceniani z góry, skoro jest meksykaninem to na pewno handluje bronią lub narkotykami. Nikt nie chciał im pomóc, aż w końcu Pani Jonhson to zrobiła. Uczniowie są jej wdzięczni, wiec gdy po tragicznym wydarzeniu kobieta chce odejść, oni przypominają jej, że gdy wszyscy ich skreślili ona ich odkryła na nowo i stała się ich jasnością. Niezwykle pouczający i dobry film. Każdy odnajdzie w nim coś dla siebie. Wartości jakie przedstawia są uniwersalne, dlatego nawet za 10 lub 15 lat ten film będzie miał sens! Wart obejrzenia!

"Młodzi gniewni" 9/10
-M


sobota, 12 grudnia 2015

Film: "Szkoła uwodzenia" czyli jak miłość może zmienić człowieka

Świątecznym filmem, to on nie jest, ale mimo wszystko postanowiłaś obejrzeć klasyk, który do tej pory mi umykał. Cóż, mam mieszane uczucia, ale o tym dalej. 

Film opowiada o Sebastianie i Kathryn, przyrodnim rodzeństwie, które lubi stawiać sobie nowe wyzwanie. Jak się dowiadujemy, obydwoje obracają się w środowisku, gdzie seks jest najważniejszy i tylko on się liczy. Sebastian pewnego dnia odnajduje artykuł dziewczyny, która twierdzi, że zaczeka z tym do ślubu. Chłopak zakłada się z siostrą że ją uwiedzie i zaciągnie do łóżka. Nagroda jaką Kathryn mu proponuje tylko podwaja jego entuzjazm. Chłopak jednak po jakimś czasie zaczyna angażować się za bardzo i darzyć Annette prawdziwymi uczuciami. 

Co z tego wyjdzie? Tego musicie dowiedzieć się sami! 

Jak wspomniałam wcześniej, mam bardzo mieszane uczucia: są ludzie, którzy totalnie kochają ten film i twierdzą, że jest mistrzowski i są ludzie którzy go wręcz nie cierpią. Osobiście nie wiem po której stronie się opowiadam. 

'Szkoła uwodzenia" to przede wszystkim jeden wielki utarty schemat, co bardzo mi przeszkadzało, bo wiedziałam dokładnie czego się spodziewać: on zły, podrywacz, nagle zakochuje się w dziewczynie niewinnej i pospolitej przy okazji robiąc sobie wrogów w siostrze, która grozi zniszczeniem ich życia. 

Tak naprawdę widz od początku wie jak to się skończy, co w moim przypadku jest bardzo dużym minusem. Lubie zaskoczenie. A jeśli o nim mowa... zakończenie było tak sztuczne, tak nienaturalne i śmieszne jednocześnie, że aż trudno mi w to uwierzyć jak bardzo film stracił przez słabą końcówkę. Można to było zrobić w zupełnie inny sposób, a nadal majac ten sam wydźwięk. 

Reasumując:"Szkoła uwodzenia" nie jest filmem bez wad: jest on przewidywalny i schematyczny, ale mimo to nie odczepiam od niego łatki "klasyku". Na pytanie czy jest on wart obejrzenia, odpowiedziałabym, że tak, z prostej przyczyny: dla zaspokojenia własnej ciekawości można go obejrzeć i porównać odczucia. Ja mam takie zdanie, ktoś może mieć inne. 

"Szkoła uwodzenia" 5/10
-M

środa, 9 grudnia 2015

Film: "Jestem na tak"czyli mega pozytywna komedia na zimny wieczór.

Witam, witam. 

U mnie zimno, pada deszcz, pogoda czysto depresyjna, ale ja się nie poddaje i staram się być pozytywna! Wczoraj miałam przyjemność obejrzenia świetnej komedii, która sprawiła, że poczułam się jeszcze lepiej w ten okropnie ponury dzień. 

"Jestem na tak" opowiada historię Carla, mężczyzny, który przez większą część swojego życia jest negatywnie nastawiony, nie chce podejmować ryzyka i jednym słowem jest przeciętny. 

Pewnego dnia, spotyka dawnego kolegę, który zaprasza go na wykład, gdzie uczą ludzi, by mówić na wszystko "tak". Carl nie jest przekonany, ale decyduję się spróbować. Na wykładzie zawiera "przymierze", że przez najbliższy czas będzie mówił na wszystko tak, co prowadzi do wielu różnych przygód głównego bohatera: między innymi poznaje prawdziwy smak życia i przekonuje się, że do tej pory tak naprawdę nie żył. 


Możecie dostrzec mój entuzjazm już na początku postu. Film bardzo mi się podobał! 
Przede wszystkim nie jest on pusty, mimo, że jest komedią. Gdy otacza nas świat kina komediowego tak pustego, jak American Pie lub Magic Mike (mimo, że każdy z filmów lubię) to ta komedia wznosi się na zupełnie inny poziom. 

"Jestem na tak" może nie jest głębokim filmem, ale ja odnalazłam w nim przesłanie: żyj tak, aby niczego nie żałować. Nie sztuką jest wegetować i przemknąć przez życiem. Czasami trzeba coś zaryzykować, kupić bilet lotniczy na pierwszy samolot, uczyć się szydełkować czy zrobić coś, o czym od dawna się marzyło, lecz nie miało się odwagi. 

Reasumując: "Jestem na tak" emanuje pozytywną energią w niemalże każdej scenie. Obserwujemy jak Carl zmienia się z dnia na dzień, tylko przez to, że zaczął mówić "tak" i żyć pełnia życia. Osobiście, uważam, że jest to idealna propozycja filmowa dla tych z Was, którzy często zapominają jak piękne jest życie. Mimo mroku, ciemności i porażek, warto żyć i spełniać marzenia! 

Polecam Wam gorąco!  

"Jestem na tak" 9/10
-M


piątek, 4 grudnia 2015

Moje ulubione, świąteczne filmy! #TAG

Święta zbliżają się do nas już wielkimi krokami. 


Wszędzie możemy obserwować piękne dekoracje i szał świątecznych zakupów. Osobiście, prezenty już prawie kupiłam, zostało jeszcze ich zapakowanie. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam swoje ulubione świąteczne filmy, a przy okazji zaprosić wszystkich chętnych do zabawy i umieszczenie tego na swoim blogu :) 







1. Śnięty Mikołaj 3: Uciekający Mikołaj



2. Love Actually (To właśnie miłość) 


3. Opowieść Wigilijna (2009)



4. Za jakie grzechy



5. Święta Last Minute






Oczywiście, każdy ma inny gust. Nie wymieniłam Kevina z prostej przyczyny: Kevina każdy z nas zna na pamięć i ogląda co święta, bo tylko on leci :) Jest wiele świetnych komedii dla calej rodziny o świątecznej tematyce :) 

Jestem mega ciekawa jakie filmy Wy mi polecacie na święta? Jeśli chcecie wykonać TAG na swoim blogu, droga wolna :D Linkujcie na dole swoje blogi, a na pewno wpadne :)